środa, 19 czerwca 2013

One.

Biegnę. Ciemna poświata lasu ogranicza moją widoczność. To właśnie przed nim uciekam. Boję się kolejnych cierpień, które wyniszczają mnie od środka. Znikąd pojawia się korzeń. Upadam. Ból przeszywa moje ciało. Wzywam pomoc, ale na marne. Pojawia się tylko on.. Nachyla się i ...

Gwałtownie się obudziłam. Rozejrzałam się dokładnie po mieszkaniu. Nikogo nie było, tylko ja i moje chore sny. Nalałam sobie trochę wody do kubka i wypiłam ją za jednym łykiem. Tak bardzo bałam się, że historia powtórzy się raz kolejny. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, ale nie wiedziałam czemu. To nie była moja wina, nie zasłużyłam na takie traktowanie, no ale cóż los się widocznie na mnie uwziął.
Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i jak najciszej potrafiłam przemknęłam się przez budynek do samochodu. W końcu niecodziennie słyszało się hałasy na klatce schodowej o czwartej nad ranem. Odpaliłam swoje audi i wyruszyłam w drogę. Mijałam ulice Belgradu, a drogi robiły się coraz bardziej zatłoczone. Docisnęłam pedał gazu i całkowicie oddałam się mojemu samochodowi. Robiłam sobie krótkie przerwy na stacjach benzynowych aż po kilkunastu godzinach dojechałam do Polski. Powitały mnie dziurawe drogi, przez które prawie dostałam zawału. Na moje szczęście zawieszenie było całe i zdrowe, a do Bełchatowa został mi kawałek drogi. O dwudziestej podjechałam pod hotel i wynajęłam pokój. Może nie były to luksusy, ale mi to wystarczało. Chciałam zacząć swoje życie od nowa, a Polska mi to umożliwiła. Na dodatek mój kochany braciszek, stęskniłam się za nim, przecież nie widzieliśmy się dobry rok.
Wtachałam do pokoju me bagaże, wzięłam szybki prysznic i oddałam się niechętnie objęciom Morfeusza, który ostatnimi czasami nie był dla mnie zbyt łaskawy. O dziwo nic mi się nie śniło. Może tylko jakieś mało ważne wątki. Już widziałam, że Polska ma na mnie zbawienny wpływ, ale na jak długo? Wiecznie nie będę szczęśliwa, bo zawsze znajdzie się ktoś lub coś, co wszystko zniszczy.
Obudziły mnie promienie słoneczne przebijające się przez okna. Naciągnęłam na swą twarz kołdrę, ale niestety nie było mi pisane beztroskie leniuchowanie. Znienawidzony przeze mnie budzik zaczął dzwonić. Pospiesznie go wyłączyłam i  z dużym oporem ruszyłam do łazienki. Długa kąpiel pomogła mi wrócić do trzeźwego myślenia. Następnie zrobiłam sobie lekki makijaż. Na koniec założyłam czarną garsonkę, białą koszulę i dziesięciocentymetrowe obcasy. Zadowolona ze swojego wyglądu ruszyłam na podbicie Bełchatowa. W końcu musiałam się ustabilizować, znaleźć pracę i mieszkanie w Polsce, bo do Serbii nie zamierzam wrócić. Byłam dziennikarką.. sportową. Od zawsze ciągnęło mnie do siatkówki czy piłki nożnej.
Pojechałam do głównego budynku jednej z bełchatowskich gazet. Jak się okazało, nie potrzebowali nikogo do działu sportowego. Identycznie było u reszty, a nasz kochany polski rząd narzeka na bezrobocie. Opadłam z sił, więc w południe udałam się do restauracji. Zamówiłam smażonego pstrąga z cytryną, frytki i sałatkę z fetą.
- Przepraszam bardzo, ale to jest moje miejsce - usłyszałam podczas czekania.
- Gdzie to jest napisane? - odfuknęłam nie odwracając swej głowy.
Odpowiedzi na to pytanie się nie doczekałam. Ten wysoki mężczyzna zajął stół w drugim końcu sali. Podczas jedzenia swego dania czułam na sobie jego wzrok. Nie zamierzałam na niego spojrzeć, dać mu tej satysfakcji, że jednak żałowałam tego, iż tak na niego naskoczyłam. Bezczelne stworzenie. Po obiedzie poprosiłam o sernik z polewą czekoladową i kawę mrożoną. Muszę przyznać, że brakowało mi tych polskich słodkości. Podziękowałam kelnerowi i wzięłam się za pałaszowanie ciasta, które rozpływało się w ustach. Czas szybko mijał i w mgnieniu oka była czternasta trzydzieści. Zapłaciłam rachunek i wyszłam. Wsiadłam do samochodu i go odpaliłam, znaczy próbowałam odpalić. Zdenerwowana otworzyłam maskę.
- Co my tu mamy? - zadałam pytanie retoryczne.
No oczywiście wysiadł mi akumulator. Zamknęłam auto i postanowiłam, że jutro po nie przyjadę, ale nie wiem jeszcze jak. Wolnym krokiem ruszyłam chodnikiem. Na niebie świeciło słońce, ptaki ćwierkały, a od czasu do czasu wiatr rozwiewał moje włosy na wszystkie strony. Znajdowałam się tuż przed hotelem. Tylko przejście przez drogę i upragniony odpoczynek. Bez rozglądania się weszłam na ulicę, wtem do moich uszu dobiegł krzyk:
- Uważaj!
Ciężarówka jechała prosto na mnie, gwałtownie odskoczyłam, a w ostatnim momencie złapał mnie..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz